[email protected] +48 501 650 433

Kilka pomysłów na zwiedzanie Porto i okolic

selfie w porto

Liberdade Square – główny plac w Porto

Jedna z pierwszych pozycji w przewodnikach. Jest ładnie, ale jakoś nas nie urzekł. Duża przestrzeń, wielki ratusz, pałacowe klimaty i stacja metra. Coś jak plac konsytuacji w Warszawie, ale bez parkingu na środku. Można go i tak odwiedzić, bo jest zaraz obok piękny zabytkowy dworzec Porto-São Bento. Z zewnątrz może trochę straszy, ale w środku szczęka wam opadnie.

Zabytkowy dworzec – Porto-Sao Bento

Tak jak nie jestem fanem dworców, bo trzeba biegać w poszukiwaniu peronów, wszędzie śmierdzi i łatwo zostać okradzionym, to tutaj przynajmniej jest czysto i ładnie. Chyba jeden z najładniejszych dworców jakie widzieliśmy. Budynek od samego wejścia jest wysoski z przeszklonymi oknami. Na ścianach znajdują się piękne niebieskie Azulejo. Straszy tylko kolejka do kas, ale obsługa jest bardzo miła i pomocna. Pan w okienku, tylko trochę się zdziwił, że po południu chcieliśmy jechać za miasto. Póżniej dowiecie się dlaczego.

Oczywiście to nie jedyny dworzec i wracając musieliśmy skorzystać z dworca w innej części miasta. Nie był tak samo ładny, więc nie robiłem mu zdjęć.

Tua

Pierwsza miejscowość, w której postanowiliśmy wysiąść i zobaczyć Portugalię mniej nastawioną na turystów. Chociaż na samej stacji ugościł nas mały stragan z lokalnymi przekąskami i degustacją. Daliśmy się namówić na paczkę czegoś, jakby orzeszków w karmelu, aby wesprzeć tutejsze rolnictwo.

Samo miasteczko wygląda na dość opuszczone i szczerze powiedziawszy, to czuliśmy się jak na odludziu, ale w planie mieliśmy odwiedzić pobliski „Dom Wina”, więc ruszyliśmy dalej. Zaraz przy dworcu jest mała przystań, na której można chwilę posiedzieć i podziwiać rzekę Douro z bliska, więc tam zjedliśmy nasze orzeszki.

Po drodze do „Domu Wina” szukaliśmy jakiegoś miejsca, gdzie można by coś jeszcze przekąsić, ale trafiliśmy chyba na sjestujące starsze małżeństwo, które prawie spało na stole w swoim tarasie. Ciężko było się z nimi dogadać, bo posługujemy się tylko j. angielski i to co udalo nam się ustalić, to to, że mogą nam sprzedać tylko lody. No lepsze to niż nic, więc wzięliśmy po jednym i ruszyliśmy dalej przez opuszczone miasteczko. Trochę dziwne, bo niektóre domy były pozamykane i oplombowane, ale można było czasem kogoś jeszcze usłyszeć. A korciło nas na świeże cytryny prosto ze zwisających na drogę krzewów.

Niestety w „Wine House” nie potrafiliśmy się również porozumieć po angielsku, ale jakimś cudem udało nam się zamówić butelkę lokalnego wina, które kosztowało nas jakieś 3 albo 5 euro. Niestety ciężko było ustalić coś na temat przekąsek, które tam serwują, ale było śmiesznie.

Pinhao i Regua nad rzeką Douro

Jak się póżniej okazało, kiedy zaczęliśmy sprawdzać rozkłady pociągów, to udając się w kierunku Porto do większego miasta „Pinhao”, gdzie chcieliśmy zjeść w końcu coś pożywnego, wyszło, że możemy tam zostać jakąś godzinę i musielibyśmy już wracać do Porto, a w planach mieliśmy odwiedzić jeszcze większe miasto – Regua. Byliśmy już tak blisko, że postanowiliśmy zwiedzić szybko Pinhao, zjeść coś i znaleźć jakiś nocleg w Regule.

Znaleźliśmy hotel na noc i od samego rana zaczęliśmy spacerować po Regule. Dużym, ale cichym mieście. Nawet wchodząc do restauracji nie wiadomo było czy ktoś tam żyje. Zycie w tych miastach toczy jakby w zwolnionym tempie.

Mieszkam w Warszawie i fotografuję eventy.Moją pasją są podróże, odkrywanie nowych miejsc i poznawanie nowych ludzi. Uwielbiam też biegać, jeździć na rowerze, trenować w domowej siłowni z moją narzeczoną, a także jeść pizzę i hamburgery. Moją największą przygodą była podróż do Peru i Boliwii, gdzie spędziłem 3 tygodnie w zupełnie innym świecie. Mimo wszystko najlepiej wspominam podróż do Francji, gdzie w ciągu kilku dni również sporo się wydarzyło i zjadło…

Related Posts

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.