Mieszkanie na sprzedaż ogląda się dziś najpierw w telefonie, w pociągu albo w kolejce do kasy. Kupujący przewija listę ogłoszeń i w kilka sekund decyduje, które otworzyć, a które pominąć. Na tym etapie nie ocenia mieszkania. Ocenia zdjęcia.
Fotografuję nieruchomości w Warszawie i okolicach: mieszkania do sprzedaży, domy, lokale do wynajęcia. Poniżej opisuję, co realnie odróżnia zdjęcia, które zatrzymują kupującego, od tych, które ogłoszenie chowają.
Pierwsze trzy sekundy dzieją się na miniaturce
Portale nieruchomości pokazują jedno zdjęcie na liście wyników. To zwykle salon albo widok od wejścia. Jeśli ten kadr jest ciemny, przechylony i zrobiony pod światło z okna, ogłoszenie przegrywa, zanim ktokolwiek przeczyta metraż i cenę.
Dlatego pierwsze zdjęcie planuję osobno. Ma pokazywać przestrzeń i jej proporcje, a nie pojedynczy mebel czy fragment ściany.
Światło zastane zamiast lampy pod sufitem
Mieszkanie fotografuję w ciągu dnia, w świetle, które w nim faktycznie jest. Włączona lampa sufitowa daje żółty odcień i płaskie cienie, a okno w kadrze robi się białą plamą. Zestawienie tych dwóch źródeł to najczęstszy powód, przez który zdjęcia z ogłoszeń wyglądają na zrobione naprędce.
Godzina ma znaczenie. Mieszkanie z oknami na południe wygląda inaczej rano, inaczej po południu. Przy umawianiu sesji pytam o stronę świata, bo to jedna decyzja, która zmienia cały materiał.
Szeroki kadr, ale bez przerysowania
Obiektyw szerokokątny pokazuje rozkład pomieszczenia i pozwala zobaczyć, jak duży jest pokój. Ten sam obiektyw użyty zbyt agresywnie robi z kawalerki salon w hotelu, a kupujący zauważa to przy pierwszym spotkaniu na miejscu. Rozczarowanie w drzwiach nie pomaga sprzedaży.
Prowadzę to prosto: szeroko tam, gdzie trzeba pokazać przestrzeń, ciaśniej tam, gdzie liczy się detal, na przykład kuchnia w zabudowie albo wykończenie łazienki. Tak fotografowałem mieszkanie przy Czerskiej i dom w Koniku Nowym.
Ile zdjęć potrzebuje ogłoszenie
Zwykle od dziesięciu do piętnastu ujęć. Nie dlatego, że to magiczna liczba, tylko dlatego, że tyle mieści się w typowym mieszkaniu bez powtarzania tego samego pokoju z trzech stron. Kupujący chce zobaczyć każde pomieszczenie, układ, widok z okna i to, co go czeka na klatce schodowej.
Więcej zdjęć nie znaczy lepsze ogłoszenie. Materiał wybieram tak, żeby każde kolejne zdjęcie dokładało informację, a nie powtarzało poprzednie.
Kiedy zamiast zdjęć lepszy jest spacer 360
Przy pustym mieszkaniu po remoncie albo przy kupujących spoza Warszawy zdjęcia bywają za mało. Trudno z nich odczytać, co jest za rogiem i jak jedno pomieszczenie łączy się z drugim.
Wtedy proponuję wirtualny spacer 360. Oglądający sam obraca się w pokoju i przechodzi dalej, tak jak przy realnym oglądaniu. Zrobiłem tak przy mieszkaniu na Targówku, gdzie lokal stał pusty, a chętni nie chcieli albo nie mogli przyjechać.
Spacer nie zastępuje zdjęć w ogłoszeniu. Działa obok nich, jako drugi krok dla tych, którzy są już zainteresowani.
Jak wygląda współpraca
Sesja mieszkania albo domu do ogłoszenia zaczyna się od 900 zł netto. W tej kwocie jest dojazd na terenie Warszawy, praca na miejscu, selekcja i obróbka oraz pliki w pełnej rozdzielczości i w wersji do publikacji w internecie. Materiał trafia do galerii online z hasłem, do pięciu dni roboczych.
Przed sesją warto wywietrzyć, schować kosze, ładowarki i pranie oraz zdecydować, czy w kadrze mają zostać rzeczy osobiste. Reszta jest po mojej stronie.
Jeśli szukasz zdjęć konkretnej nieruchomości w Warszawie, napisz, co i kiedy trzeba sfotografować. Odpowiem, ile to zajmie i co dostaniesz.


